O masażu tajskim z perspektywy jogina - recenzja masażu tajskiego w wykonaniu Bartosza Bobkowskiego.
Katarzyna Pilorz
Kraków, 2 października 2007
U Bartka byłam dwukrotnie na zabiegu masażu tajskiego. Jako nauczyciel jogi Iyengara z wieloletnim doświadczeniem w praktyce własnej dość sceptycznie podchodziłam do zabiegu, który nazywany jest "jogą dla leniwych". Widziałam w nim raczej sposób na wejście w praktykę dla początkujących albo pewnego rodzaju wprowadzenie w praktykę jogi dla osób ze szczególnymi ograniczeniami ruchowymi niż coś, co posiada swoją unikalną jakość nie do zastąpienia treningiem jogi. Postrzegałam masaż tajski jako rodzaj praktyki asan tyle, że pozbawiony jej istotnego czynnika - aktywnej pracy w pozycjach.
No i bardzo się zdziwiłam. Momentem, w którym zaczęłam zmieniać zdanie na ten temat był pokaz masażu.
Pierwsza rzecz, której nie wzięłam pod uwagę był rytm - cały masaż odbywa się w stałym rytmie. Zarówno uciski - o których również wcześniej nie miałam pojęcia - jak i naciąganie podporządkowane jest jednostajnemu rytmowi. A ten z kolei - oddechowi, co niezwykle intensyfikuje działanie masażu - o czym mogłam się przekonać już w trakcie masażu - i nadaje mu dynamiczny charakter. Dzieje się wówczas coś, co jest trudne do osiągnięcia podczas praktyki asan, a na pewno podczas jej formy najbardziej rytmicznej, czyli Vinyasy. A mianowicie, pomimo głębokiego rozluźnienia ciała, które możliwe jest jedynie w relaksie albo w pozycjach łatwych i nie wymagających wysiłku od praktykującego, dokonuje się intensywna przemiana w ciele zarówno na poziomie fizycznym, fizjologicznym jak i energetycznym.
Ponadto dla osoby zaawansowanej w praktyce jogi jest to unikalna okazja do doświadczenia jakości, jaka jest właściwa dla pranayamy - biernego poddania się, fizycznej pasywności przy zachowaniu czujności umysłu i uważnej obserwacji - podczas gdy ciało przyjmuje pozycje do złudzenia przypominające asany.
Wracając do ucisków - przebiegają one wzdłuż linii energetycznych. Tego rodzaju praca na nadi ma miejsce również w asanach, często jednak trudno uzyskać tak kompleksowe działanie na całą linię energetyczną. Wpływanie na cały kanał energetyczny nie zawsze możliwe jest albo z uwagi na zakres ruchu, albo niekompletną sekwencję. Tutaj jest inaczej - uciskane są wszystkie wymagające tego miejsca w sposób dużo precyzyjniejszy niż w asanach.
Koniec końców - po drugim zabiegu byłam już pewna, że miałam do czynienia z czymś, czego działanie oraz jakość pokrywa się częściowo z praktyką jogi, niemniej w sporej części odbiega od niej i w tym zakresie może być jej istotnym uzupełnieniem.
Bartek jako masażysta ma niezwykłe wyczucie w kontakcie z ciałem osoby masowanej oparte na intuicji oraz dużym doświadczeniu popartym praktyką masażu klasycznego oraz tajskiego. Cenię u niego również świadomość ciała wynikającą z praktyki asan.
Katarzyna Pilorz
www.studiojogi.pl
Katarzyna Pilorz - dyplomowany nauczyciel jogi metody Iyengara od 1999 - obecnie stopnia Junior Intermediate III. Prowadzi regularne zajęcia jogi w Krakowie, m. in. dla pań w ciąży oraz warsztaty wyjazdowe. Na łamach internetowego portalu "joga-joga" udziela odpowiedzi na pytania dotyczące spraw kobiecych w kontekście praktyki jogi. Z wykształcenia filozof - absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego.